Popołudniowe bieganie w lesie łabędzkim.
Cały las pełen śniegu. Zasypane wszystkie ścieżki. Śnieg jest wszędzie, na każdej gałązce. Chylą się one niczym baldachim nad ścieżką. Czasami trzeba kucnąć, aby pod nimi przejechać.
Idealne warunki do jazdy. Wyjeżdżone głębokie i równe ślady. Narty niosą na parę metrów po pojedynczym odepchnięciu się. Zataczam ogromną pętlę, aż pod strzelnicę. Potem parę małych.
W pewnym momencie usłyszałem, że ktoś strzelił. Potem drugi raz i już wiedziałem, że to nie kłusownicy, tylko z takim hukiem gałęzie i całe kawałki korony odłamują się od drzew pod ciężarem śniegu i spadają na dół.
Robi się już tak ciemno, że nie widać śladów i ścieżki, robię przez to parę bałwanków i zadowolony wracam do domu. Kolejny udany dzień na biegówkach.