Strzeżcie się Muzeum w Pińczowie!
[Ponidzie 01.06.2007r. część 4]
Nie uwierzycie co mi się przytrafiło. Sam nie mogę wciąż w to uwierzyć. Zamknęli mnie. A gdzie? W muzeum w Pińczowie!
Proszę sobie iść, proszę sobie zaświecić światło, proszę pooglądać, proszę sobie zgasić światło.
No to chodzę sobie po tym muzeum, oglądam eksponaty. Archeologia, epoka kamienia, brązu, żelaza. Etapy budowy zamku. Znani ludzie, Adolf Dygasiński i jego twórczość. Geologia i przyroda.
Zwiedzam i zwiedzam. Zaświecam sobie światło i gaszę sobie światło. Zawracam w stronę wyjścia, a tu dziwna cisza. Coś mnie tknęło. Chwytam za klamkę. Zamknięte!
No nie! Tego jeszcze nie było. Żeby mnie w muzeum zamknęli!
Mój syn jak się dowiedział, że siedzę zamknięty z zabytkowym byłym klasztorze-pierdlu, to się ucieszył, że Noc w Muzeum przeżyję i zobaczę, czy podobnie jak na filmie eksponaty ożyją i Tyrannosaurus Rex będzie mnie gonił.
To nie było co prawda Muzeum Natury na Manhattanie, tylko Muzeum Miejskie w Pińczowie, ale i tam kilka kościotrupów i szkieletów by się znalazło.
Gdyby to się zdarzyło w Luwrze, to pewnie wystarczyłoby machnąć ręką, załączyłby się alarm i już po 5 minutach przybyłaby odsiecz.
Tutaj mogłem sobie machać i machać. Porozglądałem się trochę po zakamarkach, zajrzałem do biblioteki. Nie powiem, miałbym przynajmniej pasjonującą lekturę do poduszki.
Wszędzie kraty i kraty. Zapamiętałem na szczęście, że w tym samym budynku jest kino Belweder. Dzwonię do żony:
Beatko, znajdź mi numer telefonu do kina Belweder w Pińczowie.
Beata: W Pinszowie nie ma takiego kina!
Ja: Nie w Pińszowie, tylko w Pińczowie!!
– No właśnie mówię: w Pińszowie!
No ale na szczęście dogadaliśmy się, dostałem numer, dodzwoniłem się do zdziwionej Pani, i jakiś zbawca prowadzący w sąsiednich pomieszczeniach kółko fotograficzne uwolnił mnie. Serdecznie go pozdrawiam.
Uratowali mnie, bo inaczej to siedziałbym tam do rana i spał przytulony do szkieletu wiślańskiej panienki sprzed 900 lat.
Miałem szczerą ochotę dołączyć do zajęć tego kółka fotograficznego, ale to oznaczałoby zrezygnowanie z odwiedzenia przynajmniej dwóch rezerwatów Ponidzia, a na to nie chciałem sobie pozwolić.
Jakże mój syn był zmartwiony, że opuszczam Pińczów, nie przeżyję Nocy w Muzeum i nie sprawdzę, czy te kościotrupy naprawdę ożyją!
A muzeum oceniam jako ciekawe i każdemu, kto jeszcze nie był polecam.
Pińczów, zegar słoneczny na dziedzińcu muzeum: